Wolontariat: „Jedyne co mogłam dać, to swoją obecność i miłość.”

Mam na imię Monika i mam 19 lat. Brałam udział w tym roku w wolontariacie organizowanym przez siostry misjonarki ze wspólnoty „Słudzy Ewangelii Miłosierdzia Bożego”. „Jedyne co mogłam dać, to swoją obecność i miłość.”

Przez pięć dni naszą misją było spędzanie czasu z uchodźcami z Ukrainy. Od rana do pory obiadowej prowadziliśmy zajęcia dla matek oraz zabawy dla dzieci w akademikach, w miejscu zamieszkania Ukraińców. Popołudniami urządzaliśmy inne aktywności, takie jak akcję ewangelizacyjną na Monte Cassino w Sopocie albo festyn na zakończenie wolontariatu, na którym sprzedawane były rzeczy zrobione przez ukraińskie rodziny. Całe przeżycie było bardzo ubogacające.

W czasie wolontariatu miałam mieszane uczucia, bo męczyło mnie (i może nadal męczy) poczucie niesprawiedliwości. Dlaczego to, czy niektórzy żyją w dostatku, a inni muszą walczyć o przetrwanie, zależy od tego, gdzie się urodzili. Męczy mnie to pytanie. Nie mogę na nie odpowiedzieć, jedyne co mogę zrobić, to działanie takimi narzędziami, jakie dostałam. Nie mogłam ofiarować tym osobom lepszych warunków życia, ani zmienić ich sytuacji. Jedyne co mogłam dać, to swoją obecność i miłość.

Dlatego pojechałam na wolontariat. I tam odkryłam, że to co mam do zaoferowania, to nie jest niewiele. Bo odpowiedzią na nasze towarzystwo była radość i miłość. I zbudowane więzi. A myślę, że to nadaje życiu głębię. Spotkanie w dobroci. Tak samo spotkanie z innymi wolontariuszami również było dla mnie ważne, bo przez poznanie różnych narodowości, ich mentalności, nie tylko dowiedziałam się więcej o świecie ale również o samej sobie. Wróciłam do domu z wypełnionym sercem, bogatsza o nowe przyjaźnie oraz z ambicją kontynuowania wolontariatu, którym jest nawet zwykła codzienna pomoc.

 

 

Izabela.finkWolontariat: „Jedyne co mogłam dać, to swoją obecność i miłość.”